Niusy Biografia Dyskografia Koncerty Zdjęcia Wywiady Recenzje MP3+Teksty Kontakt Linki


Niusy
Biografia
Dyskografia
Koncerty
Zdjęcia
Wywiady
Recenzje
MP3+Teksty
Kontakt
Linki

CELLULAR AUTOMATA NR 2, WIOSNA 2002:


Przedstawiamy wam teraz dosyć spory (z pory) wywiadzik z Trójmiejską formacją Filth Of Mankind. Chłopaki ostatnimi czasy troszeczkę namieszali na polskiej scenie (przynajmniej na jej mocniejszym obliczu), a to przez to m.in., że ich muzyke bardzo ciężko jest określić, przychodzi mi do głowy jedna myśl – kurewsko dobra (przepraszam wszystkie kółka różańcowe za moją wulgarność. Jest to jeden z najlepszych wywiadów jakie udało mi się przeprowadzić, Filth Of Mankind nie ogranicza się do zdawkowych odpowiedzi, widać, ze wszystkiemu co robią poświęcają się do końca i tak trzymać!!!
– Przyjaciel Kermita Żaby psychoterrorist von Marcin

1.Ostatnim Waszym wydawnictwem była kaseta zatytułowana "The final chapter" nagrana w marcu 2000 r. Mamy teraz marzec 2002 r., czy planujecie może wydać jakiś nowy materiał, jak wspominacie pracę nad "The final...", jak oceniacie Studio Radia Gdańsk, czy moglibyście polecić je innym kapelom?

Balon: Ostatnim naszym wydawnictwem było „The Final Chapter” wydane na kasecie w Polsce, jak i na CD w Japonii przez HG Fact. Do tej pory pozostaje jeszcze kwestia wersji winylowej, która miała ukazać się w Tribal War w USA. Ostatecznie jednak zostaliśmy, lekko mówiąc, wystawieni do wiatru i koniec końców płyta najprawdopodobniej zostanie wydana przez Wolfa czyli Scream Records. Jeżeli chodzi o nowe wydawnictwa to w planach mamy split EP, która pierwotnie miała się ukazać wspólnie z Antichrist, ale czy tak się stanie, czas pokaże. No cóż, pracę nad „The Final...” wspominam bardzo miło, rewelacyjne studio, zajebisty sprzęt, magnetofon Studer (ma to wg mnie ogromne znaczenie), bardzo sympatyczny realizator dźwięku, niewiele starszy od nas, który już wcześniej nagrywał punkowe zespoły, więc miał jakieś pojęcie o co w tym wszystkim chodzi. Zdecydowanie polecam to studio zespołom, które chcą uzyskać cięższe, czy bardziej metalowe brzmienie i jednocześnie przestrzegam takie zespoły by nie wchodziły do półprofesjonalnego czy amatorskiego studio.

Wolf: Faktycznie, jeśli chce się zabrzmieć, trzeba postawić na porządne studio, choć koszt takiego przedsięwzięcia jest naprawdę ogromny i najczęściej nie ma co liczyć, że zwróci się po wydaniu płyty, czy tym bardziej kasety - liczba kapel, którym wydawca płaci kwotę wystarczającą na takie studio jest w naszym kraju minimalna i nie jest to bynajmniej żaden zarzut - takie są po prostu realia „rynku”. Osobiście jednak myślę, że lepiej samemu dopłacić i nagrać materiał choćby zbliżony do swoich o nim wyobrażeń (bo brzmienie czy realizację „idealną” możemy sobie tylko wyobrażać), niż coś czego później sami nie mamy ochoty słuchać. Zdecydowanym minusem nagrywania „The Final...” były dla mnie jednak właśnie ograniczenia finansowe powodujące pewien pośpiech i niedostateczne „dopieszczenie” całości. To już jednak sprawa naprawdę drobnych detali.

2.Pytanie do gitarzysty Pawła: o ile dobrze kojarzę prowadzisz wydawnictwo Scream Tapes, opowiedz coś o nim, jakie kapele w nim wydajesz, czym się kierujesz w doborze zespołów, czy w polskiej rzeczywistości łatwo jest prowadzić takie przedsięwzięcie, na co należy zwrócić największą uwagę aby wszystko nie rozpadło się w ciągu miesiąca?

W: W rzeczy samej prowadzę Scream Tapes & Records. Zaczęło się to chyba ponad dziesięć lat temu kiedy robiąc wywiad z angielską kapelą Haywire, postanowiłem sprawić, że usłyszy ją trochę więcej osób w naszym kraju. Do dziś w zasadzie jedynym kryterium doboru pozostało to, czy dany zespół podoba mi się. Jeśli tak jest i chcę by został on usłyszany przez więcej osób w Polsce (i oczywiście jeśli mam czas aby się tego podjąć) - pytam kapelę czy jest zainteresowana wydaniem kasety. Podobnie rzecz ma się z wydawaniem płyt, aczkolwiek to nie dotyczy już tak ściśle „rynku” polskiego, często rzecz ma się przeciwnie - to właśnie polskie kapele docierają dzięki tym płytom do zagranicznych słuchaczy, którzy kasetami zainteresowani są w znacznie mniejszym stopniu. Swoją drogą to w temacie kaset przez ostatnie parę lat miałem poważny zastój, nie wydałem żadnego nowego tytułu, co wynikało po części z braku czasu, ale głównie chyba z tego, że przez te lata powstało mnóstwo wydawnictw publikujących kasety kapel, które lubię, zatem nie miałem już tego poczucia misji, że jak ja czegoś nie wydam, to już nikt w Polsce tego nie zrobi. Ostatnio jednak wygląda na to, że te szybsze, ostrzejsze gatunki hc/punka znowu przestały być popularne, a więc i mniej jest chętnych do ich wydawania. Zresztą bezpośrednią okazją do przerwania tego kasetowego impasu było wydanie „The Final Chapter”. Całkiem ostatnio natomiast wydałem taśmę rewelacyjnej, amerykańskiej formacji From Ashes Rise, a dalsze plany obejmują His Hero Is Gone (trzecia, ostatnia płyta oraz singiel i koncert z Japonii) i The Neighbors (ultraszybki i superenergetyczny hardcore z Kalifornii) Jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania, to wnioskuję, że dotyczy ona przedsięwzięć o bardziej profesjonalnym charakterze, więc trudno mi tu się wymądrzać, jako że Scream Records nie jest profesjonalną firmą, wydaję ledwie dwa-trzy tytuły rocznie, a jedynym warunkiem niezbędnym do takiego funkcjonowania jest (obok naprawdę niewielkiego kapitału) zamiłowanie do punk rocka. Proponuję zatem skierować to pytanie do kogoś, kto zajmuje się tym w pełnym wymiarze czasu.

3.Co by się musiało wydarzyć aby Wasza nazwa uległa przemianie z Filth Of Mankind na np. Beauty Of Mankind (śmiesznie brzmi ha,ha), czy wg Was dla ludzkości naprawdę nie ma ratunku, wiecie po przesłuchaniu "The final..." można dojść do wniosku, że otaczająca nas rzeczywistość składa się jedynie z brudu, nienawiści i innych równie beznadziejnych kwestii, co zatem jest dla Was najpiękniejsze w życiu, co stanowi wartość ponadczasową i uniwersalną?

B: Jestem przekonany, że coś takiego nigdy się nie wydarzy, bo jesteśmy zbyt chciwi, egoistyczni i żądni władzy, ale jeżeli już „gdybamy” to nasza cywilizacja i jej rozwój musiałyby zmienić kierunek o 180 stopni, bo jak na razie to szykujemy sobie zbiorową mogiłę. Uważam, że w obecnym kształcie i kierunku w jakim rozwija się współczesna cywilizacja nie ma dla nas większych szans na ratunek. Oczywiście nie oznacza to, że upadnie ona w ciągu najbliższych 20 czy 30 lat (chociaż kto wie, przecież posiadamy środki by unicestwić się w ciągu paru chwil), ale jestem raczej pewny, że już najbliższe 200 lat może być dla ludzkości zabójcze. Jeszcze nigdy w historii naszego gatunku nie było tak daleko posuniętej destrukcji, eksploatacji i niekontrolowanego rozwoju technologii. Tak się składa, że nasz przekaz jest mocno pesymistyczny, a to dlatego, że czujemy potrzebę odreagowania tego gówna i syfu, w którym tkwimy, natomiast nie czuję potrzeby by odreagowywać rzeczy radosne. Osobiście najpiękniejsze dla mnie są , wbrew pozorom, rzeczy bardzo przyziemne lub też takie, o których na codzień niezbyt często się myśli. Wartości ponadczasowe? Nie chciałbym aby zabrzmiało to naiwnie, ale uniwersalne są na pewno miłość (jak i nienawiść), przyjaźń (i wrogość), szacunek, równość, sprawiedliwość i tego typu idealistyczne mrzonki.

W: W możliwość zmiany obranego przez ludzkość kursu za bardzo nie wierzę, chyba, że wstrząśnie nią jakiś kataklizm - III wojna światowa czy jakaś ogromna klęska ekologiczna, której skutkiem będzie znaczący deficyt wody pitnej albo innych surowców naturalnych. Tylko, że wówczas będzie już zdecydowanie za późno na ratunek, a wszystkie podjęte kroki będą w gruncie rzeczy jedynie wyszarpywaniem dodatkowego czasu, przedłużaniem agonii. O tym, że nasz przekaz dotyczy jedynie ciemnej strony naszej egzystencji dlatego, iż tą tylko stronę odreagowujemy nie czując takiej potrzeby w związku z tym co nasze życie rozjaśnia, mówiliśmy już chyba dostatecznie dużo w innych wywiadach. A owa wartość ponadczasowa? Hmm, szczerze powiedziawszy nie jestem wcale pewny czy w ogóle istnieją jakieś wartości uniwersalne, historia pokazuje wiele przykładów zbrodni popełnianych z najszlachetniejszych nieraz pobudek, ludzie potrafią splugawić każdą ideę. Dla mnie osobiście najwspanialsze są zarówno sprawy „wielkie” takie jak miłość (wyzwolona od towarzyszących jej w powszechnych skojarzeniach ograniczeń), przyjaźń, wolność, jak i te „małe” (czyż jest coś piękniejszego niż wspólne wegańskie śniadanko spożywane rano po zajebistym koncercie w towarzystwie osób, które wiedzione wspólnym instynktem zjechały się na tą okazję z połowy Europy i z którymi to osobami, mimo że żyjesz tysiąc kilometrów od nich, czujesz więź silniejszą niżeli z kimkolwiek w Twojej tzw. ojczyźnie???) - bez wątpienia do najwspanialszych zjawisk na świecie zaliczam więc punk rock!

4.W styczniu tego roku w Krakowie podczas P.O.Ś.P. miało miejsce starcie pomiędzy uczestnikami koncertu, a policją, jak oceniacie całą sytuację i rolę w tym wszystkim mediów, które, chyba sami przyznacie, zakłamały trochę rzeczywistość, dzięki czemu policja jak zwykle wyszła na swoje?

B: Cóż, muszę powiedzieć, że nie jestem zbytnio zaskoczony takim rozwojem wypadków, które miały miejsce. Wiadomo, że na takiej imprezie zawsze znajdzie się kilku debili (w tym wypadku dwóch, którzy się bili), którzy swoim zachowaniem dadzą pretekst do interwencji, na którą bastardy tylko czekają. Wyglądało na to, że zrobili sobie darmowe manewry. Z drugiej strony wszyscy wiemy, że policja nie potrzebuję pretekstu by dać komuś w mordę lub do niego strzelać. Jeżeli chodzi o media publiczne, państwowe, to czego się można było spodziewać? Natomiast pewien prywatny kanał zrobił coś w stylu „live show”. Nie wiem jakie mieli intencje (zapewne wzrost oglądalności dzięki sensacyjnym doniesieniom), ale to co zostało tam powiedziane i pokazane, nie pozostawiło wątpliwości co do zachowania psów. Przedstawiono ich raczej w złym świetle, jacyś policyjni generałowie totalnie się skompromitowali, nie można więc powiedzieć, że wszystkie stacje przedstawiały taki sam punkt widzenia. Chociaż ta sama stacja kilka godzin wcześniej podała nieprawdę. Niezła hipokryzja. Nie ulega wątpliwości, że telewizja może z łatwością manipulować widzem i opinią publiczną, czego zresztą nie zapomniała zrobić. Tą nieprawdziwą informację (rzekomą napaść punków na wolontariuszy) zdementowała dopiero następnego dnia, tylko wtedy nikogo to już nie obchodziło i pewnie do nikogo już nie dotarło.

W: W całej tej sprawie media odegrały rolę zasadniczą - bez nich po pierwsze mało kto w ogóle usłyszałby, że w Krakowie miała miejsce jakaś zadyma, po drugie - jakby już słyszał to przypuszczalnie od bezpośrednich uczestników / świadków, a więc informacje, które poszłyby w Polsce byłyby prawdziwe. Znacznie lepiej było więc puścić fałszywe info poprzez media - metoda sprawdzona i jakże skuteczna. A że po paru dniach trzeba było zdementować kłamstwo o napadzie na wolontariuszy? Tak naprawdę chyba mało które z tych ogólnopolskich mediów zadały sobie ten trud, a w (nie)świadomości ogółu pozostała tylko kolejna punkowa rozróba. Oczywiście już zaczęło to przynosić żniwo w postaci wycofywania się właścicieli rozmaitych klubów z robienia koncertów punkowych, jako tych łączących się z podwyższonym ryzykiem zadymy.

5.Wg mnie swoimi tekstami przekazujecie wiele prawd dotyczących cywilizacji, człowieka, jego relacji z naturą i wszystkich tych okropieństw, które on powoduje. Czy jednak czasami nie dochodzicie do wniosku, że Wasze słowa nie znajdą posłuchu, że zostaniecie określeni jako grupka nawiedzonych anarchistów. Co robicie aby nie popaść w marazm i apatię (a propos fajne kapele ha,ha), wiecie wielu młodych ludzi z całkiem sporym potencjałem po prostu się marnuje, co robicie wy żeby się nie zatracić w otaczającej nas beznadziejności?

B: No tak, od samego początku wiedzieliśmy, że to co robimy nie jest atrakcyjne dla masowego odbiorcy i trafi to do nam podobnych nawiedzonych anarchistów. Szczerze mówiąc nie dziwi mnie to, gdyż ów masowy odbiorca nastawiony jest raczej na popkulturę, bezmyślną papkę. Taki przekaz jak nasz, dzięki sprawnej, ogłupiającej socjotechnice wszelkich macherów od manipulacji, ten słuchacz od razu zakwalifikuje jako niedorzeczny. Owszem, zdarzają się wyjątki, mam znajomych, którzy ze sceną nie mają nic wspólnego, a jednak potrafią po przesłuchaniu płyty wyciągnąć jakieś wnioski jednak są to wyjątki, które tylko potwierdzają regułę. Jeżeli już wspomniałem o naszej scenie, to niestety odnoszę wrażenie, że ona również debilnieje na równi z całym otaczającym nas światem, wystarczy przyjrzeć się na co dzisiaj panuje koniunktura i jakie gatunki „sprzedają się” najlepiej..., a przede wszystkim co te zespoły mają do powiedzenia. Świadomy, polityczny punk nie jest popularny. Cóż, staramy się cieszyć życiem, wyciskać z niego najlepsze soki, brać natchnienie do życia ze wszystkiego co nas przy nim trzyma, staramy się stawić czoło rzeczywistości, która nieraz nakazuje zgiąć kark, a przede wszystkim nie chcemy płynąć z prądem jak cała reszta...

W: Pisząc teksty czy muzykę nie myślimy o tym kto i jak je zinterpretuje, chodzi nam o to by wyrazić siebie, swoje myśli, odczucia, frustracje, dzieląc się nimi z odbiorcą. Oczywiście ów odbiorca to najczęściej osoba w jakiś tam sposób związana ze sceną, toteż przynajmniej częściowo zrozumie o co nam chodzi. Nie mamy natomiast ambicji zbawiania świata, przekonywania do naszych poglądów ludzi z zupełnie innej bajki, toteż de facto jest nam zupełnie obojętne jak nas zaklasyfikują, uważam zresztą, iż najczęściej osoby takie w ogóle nie zadają sobie trudu zapoznania się z naszym przekazem, gdyż sama forma (muzyka) jest dla nich nazbyt niestrawna - nie oszukujmy się, przecież żaden tzw. przeciętny konsument nie będzie słuchał takich wrzasków (wyjątkiem mogą być tu metalowcy, którzy często naszą muzykę odbierają bardzo pozytywnie, ale czy to znaczy, że mamy zmieniać nasz przekaz tak aby nie uznawali nas oni za jakichś ekstremistów?? co zresztą mielibyśmy dzięki temu osiągnąć?). Skąd w ogóle pomysł, że z taką muzą mielibyśmy chcieć „trafiać do szerszego kręgu odbiorców”?? Gdyby tak było, gralibyśmy pewnie jak Chumbawamba albo inna Britney - tylko gdzie te pozytywne zmiany wywołane (błyskawicznie zresztą minioną) popularnością Chumby? Zespół sam się zredukował do poziomu rozrywkowej papki, a wszystko z czym się kojarzy tym, do których rzekomo chciał dotrzeć (aczkolwiek nie mogę powstrzymać się od pytania czy chodziło o ludzi czy raczej o ich portfele) to bezsensowny hit o chlaniu... Odpowiedź na dalszą część pytania jest o tyle trudna, że każdy z nas jest inny, mimo pewnych podobieństw każdy inaczej postrzega świat i w związku z tym prowadzi odmienne życie, na swój własny sposób borykając się z codziennością. W każdym razie granie w kapeli na pewno ma duże znaczenie dla zachowania równowagi psychicznej i niepoddawania się przeciwnościom losu.

6.Co daje Wam gra w zespole, czy poruszacie się też w innych dziedzinach sztuki, jak myślicie czy w naszym życiu jest jeszcze miejsce na coś takiego jak sztuka, przecież to takie nierealne?

B: Granie w zespole daje mi bardzo dużo, możliwość podzielenia się własnym spojrzeniem na świat i na pewne istotne wg nas problemy, zadowolenie z grania koncertów i zajebistych tras, poznawania ludzi i nowych miejsc, których bez tego zespołu pewnie nigdy byśmy nie odwiedzili. Muzyka i przekaz to możliwość odreagowania przygniatającego nas syfu i codziennego poczucia bezsilności i zniewolenia. Takie osobiste catharsis. Raczej nie poruszamy się w innych dziedzinach sztuki. Jest dla niej jeszcze miejsce, tylko, że jest go coraz mniej. Należałoby też rozgraniczyć „sztukę”, którą nam wciskają wielkie koncerny wmawiając nam jej wątpliwe zalety (chociaż pośród tej tandety można wyłowić „perełki”) od tej sztuki szczerej i autentycznej, która jest tworzona z potrzeby serca i umysłu, a nie z potrzeby czy chęci zysku.

W: Ja z kolei nie wiem co niby nierealnego jest w sztuce. Jej miejscem powinno być nasze codzienne życie, które zresztą samo w sobie jest prawdziwą sztuką. Dawniej sztuka odgrywała istotną rolę w życiu ludzi, dla których wspólne śpiewanie, gawędy przy ognisku czy rysunki na skałach były nieodłącznym elementem codzienności. Dopiero wraz z tzw. rozwojem cywilizacyjnym rozwinęła się również specjalizacja znacznie zawężająca krąg umiejętności poszczególnych osób, a tzw. sztuka zawędrowała na salony, stając się kolejnym tworem alienującym przeciętnego człowieka. Jeśli więc masz na myśli czy zajmujemy się tzw. houte couture, to moja odpowiedż brzmi nie, ale jednocześnie uważam, że wiele rzeczy, które robię czy to w związku z zespołem (teksty, graficzna oprawa naszych wydawnictw, itp.) czy poza nim (ŻYCIE) to sztuka (choćby tylko kulinarna!). Jeśli zaś chodzi o to co daje mi granie w F.O.M., to trochę wspomniałem na ten temat w odpowiedzi na pytanie poprzednie, poza tym na pewno to wszystko o czym wspomniał przed chwilą Balon - nowe miejsca i kontakty, a przede wszystkim komunikacja z ludźmi, możliwość ekspresji i kreacji czegoś własnego.

7.W wielu krajach zachodnich takie kwestie jak eutanazja czy aborcja są na porządku dziennym, czy są one przejawem wolności czy wynaturzenia człowieka, czy są jakieś granice dla wolności, czym jest osobiście to pojęcie?

B: No nie, jeżeli prawo do decydowania o własnym życiu czy nawet śmierci chcesz nazwać wynaturzeniem, to ja wymiękam. To określenie wskazuje na nasze cywilizacyjne ogłupienie chrześcijaństwem, to przecież wszelkiej maści nawiedzeni prorocy, znający tą jedyną prawdę, próbują nam wmówić, że o naszym życiu czy śmierci może decydować jedynie Bóg. Sprzeciwiając się boskiej naturze tworzenia, dawania życia i odbierania go, skazany zostajesz na wieczne potępienie. Obalając ten mit „natury” stajesz się „wynaturzeniem”. Każdy ma prawo decydować o własnym życiu i o tym kiedy chce to życie zakończyć. Twoje ciało i umysł nie należy ani do Boga, ani do polityków ustanawiających chore prawo. Jeżeli chodzi o kwestię aborcji, to rzeczywiście jest to problem. Z jednej strony dajesz przyzwolenie na zabijanie, z drugiej - zakazując jej, narzucasz komuś swój system wartości i swoją moralność. Jeżeli chodzi o ostatnią część pytania - granica wolności leży tam, gdzie zaczyna się granica wolności drugiego człowieka, swoim postępowaniem nie szkodzić innym - oto cała filozofia wolności.

W: Żaden polityk, policjant ani ksiądz nie powinien decydować o tym czy ktoś może czy nie może rozstać się z życiem jeżeli uzna to za najlepsze wyjście ze swojej sytuacji, a wynaturzeniem nazwać mogę jedynie chęć prawnej ingerencji w tak osobistą decyzję. Podobnie zresztą rzecz ma się z tematem aborcji - jestem wprawdzie jak najdalszy od uznania jej za środek antykoncepcyjny, ale uważam, że to potencjalna matka powinna podejmować takie decyzje, a nie prawo tworzone przez wyznawców, rzekomo opartej na zasadzie dobrowolności, religii. Z tą sprawą wiąże się zresztą kolejna istotna, a zarazem jakby w ogóle niedostrzegana kwestia - jakim prawem dorosłej, świadomej osobie zakazuje się poddania się zabiegowi sterylizacji?? Przecież to nie jest kurwa żadne morderstwo nawet w oczach wyznawców chrześcijańskiego zabobonu (a może się mylę?). Ilu niechcianych ciąż (z których spory odsetek kończy się zapewne - legalną czy też nie - aborcją) pozwoliłoby to uniknąć? Dywagacje typu: jakie są granice wolności uważam za czysto akademickie, ale jeśli już o to pytasz, to bez wgłębiania się w zbędne detale, powtórzę oklepaną formułkę, że jedyną granicą wolności człowieka powinna być wolność innych. Na pytanie o to czym jest wolność dla mnie osobiście odpowiem, że jedną z ważniejszych wartości w moim życiu, dla której często jestem poświęcić czy zaryzykować wiele, choćby poczucie bezpieczeństwa - zarówno materialnego, jak i tego fizycznego, kiedy konsekwencją stawiania wolności ponad owo bezpieczeństwo może być zebranie ostrych wjebów.

8.Dzięki Waszej działalności jako zespół pewnie dość sporo zwiedziliście, jakie są zasadnicze różnice pomiędzy życiem w Polsce, a w krajach, które odwiedziliście, czy są jakieś różnice pomiędzy sceną niezależną tam a naszą. Jeżeli byście mieli możliwość wyjazdu stąd, czy byście ją wykorzystali, a może byście tu jednak zostali, czy jesteście przywiązani do miejsca, w którym mieszkacie, co oznacza dla Was bycie Polakiem?

B: Zgadza się, przez wszystkie lata istnienia zespołu sporo zwiedziliśmy, odbyliśmy szereg mniejszych lub większych tras w znacznej ilości europejskich krajów, więc mamy porównanie, choć nie wiem czy do końca słuszne. Z tego co zauważyłem, pierwszą zasadniczą różnicą jest poziom ekonomiczny. Kraj, w którym żyjemy cały czas niestety jest krajem biednym, a dokładniej ludzie w nim żyjący. Wydaje mi się, że różnicą jest także ogólny poziom kultury, choć na Zachodzie także nie brak niezłych buraków. Głupota i chamstwo nie znają narodowości. Jeżeli chodzi o scenę to jest to temat na długą opowieść, bo oczywiście jest tych różnic trochę, ale nie są one aż tak widoczne. Poczynając od sposobu życia tamtejszych punków, w większości skłotersów, z tym wiążą się wszelkie miejsca na działalność kulturalną sceny; większość (z tego co zauważyłem) stara się nie przepracowywać, dzięki czemu mają codziennie 8 godzin więcej na to by zająć się czymś bardziej interesującym i pożytecznym. Pod względem punkowych wydawnictw chyba niczym nie ustępujemy, jeżeli chodzi o zespoły, to wydaje mi się, że w Polsce wciąż mają one problemy z dobrej jakości sprzętem, dobrymi studiami nagraniowymi itp. rzeczami. Powoli się to zmienia. Oczywiście wiąże się to z ogólnym poziomem ekonomicznym. Na Zachodzie większość młodych zespołów zaczyna pewnie od wzmacniacza Marshall czy perkusji Tama, natomiast w Polsce przeciętny grajek takiego sprzętu nie dorobi się nigdy albo po kilku latach ciężkich wyrzeczeń. Nad możliwością wyjazdu się nie zastanawiałem, prawdopodobnie przy sprzyjających okolicznościach bym ją wykorzystał, ale prawda jest taka, że parę ważnych dla mnie spraw trzyma mnie wciąż w tym samym miejscu. Niedawno opuścił nas Miłosz, który obecnie mieszka w Bostonie. Zapewne on także nie przypuszczał, że jego życie tak się potoczy i że wyląduje po drugiej stronie oceanu, więc póki co twierdzę, że wszystko w życiu jest możliwe. W pewien sposób jestem przywiązany do miejsca, w którym żyję, ale uważam, że na to mają wpływ ludzie wśród których żyję. No, a jeśli chodzi o ostatnią część pytania: „nie jestem Polakiem, tu się tylko urodziłem, a że mówię tym językiem, to kwestia wychowania” - to wszystko w tym temacie.

W: Z moim poczuciem polskości jest podobnie - jestem Polakiem, bo tu się urodziłem i zostałem wychowany, aczkolwiek ten drugi fakt na pewno w jakiś tam sposób na mnie wpłynął i bynajmniej nie sądzę by był to wpływ pozytywny - jeśli już w ogóle uciekać się do uogólnień, to tzw. polskość kojarzy mi się raczej negatywnie - chamstwo i głupota goszczą na naszych ulicach znacznie częściej niż na ulicach Berlina, Liege czy Pragi. Nie wspominając już o tym, że chyba nigdzie w Europie nie ma takiego bałwochwalstwa i Ciemnogrodu. Nie chciałbym jednak przesadzić, tak naprawdę, na codzień nie zastanawiam się nad swoim pochodzeniem i nie ma ono dla mnie znaczenia. Owszem, czuję się przywiązany do miejsca, w którym mieszkam, ale chodzi tu raczej o Gdańsk, a nie Polskę jako taką, zresztą w dużej mierze wiąże się to z ludźmi, z którymi obcuję, a nie z miejscem samym w sobie (aczkolwiek Trójmiasto jest jednym z niewielu miejsc w Polsce gdzie czuję się dobrze - choć niestety i to nie zawsze). Jeśli chodzi o możliwość wyjazdu, to wydaje mi się, że każdy z nas ją ma, nieraz się zresztą nad nią zastanawiałem i gdyby nie kilka spraw, z których najważniejsze to zespół i wydawnictwo (które oczywiście możnaby jakoś przenieść, choć kosztowałoby to niemało czasu i energii), prawdopodobnie mieszkałbym obecnie w Anglii czy w Niemczech. Natomiast mając możliwość legalnego wyjazdu, z pozwoleniem na pobyt, pracę itp. - skorzystałbym z niej niewątpliwie. Wracając z kolei jeszcze do tych różnic pomiędzy sceną punk na Zachodzie, to zdecydowanie wynikają one z dzielącej nas przepaści ekonomicznej - jej skutkiem jest zarówno to, że łatwiej znaleźć tam pustostan do zaskłotowania czy też legalnie wydębić od miasta budynek na działalność kulturalną, jak i to że można tam żyć z zasiłku (i to zazwyczaj na poziomie wyższym niż u nas większość osób pracujących), no i oczywiście wszystkie sprawy takie jak dobry sprzęt, możliwość nagrania się w przyzwoitym studio, itp. itd. etc... Dodam tu jeszcze, że dla odmiany styczniowy wyjazd do Grodna (Białoruś) unaocznił nam (skądinąd oczywistą) prawdę, że z kolei dalej na Wschód jest jeszcze gorzej i to nie tylko pod względem ekonomicznym, ale i politycznym (zamordyzm przywołujący wspomnienia ze stanu wojennego).

9.Wszyscy wywodzicie się ze sceny punk (?), czy lubicie być w ten sposób klasyfikowani, czy takie pojęcia jak bunt, anarchizm, niezależność stanowią dla Was jeszcze jakąś wartość, wiecie niektórzy z tego po prostu wyrastają, po co tak naprawdę się szufladkujemy na panków, hc, ske jtów, metalów itd., uważam, że jest to zaprzeczenie wolności.

B: Pytanie dość trafne. Wszyscy wywodzimy się ze sceny hc/punk i sami się tak określamy. Te wartości, o których wspomniałeś to chyba szkielet naszych wartości, coś bez czego bylibyśmy jedynie cieniami samych siebie. Oczywiście nikt do końca nie jest niezależny, ale każdy z nas próbuje być. Wszelcy fachowcy od teorii naukowych twierdzą, że bunt jest i powinien być jedynie domeną nastolatków, młodzieży, która po kilku latach nieskrępowanego protestu przeciwko regułom i zasadom, na których zbudowany jest współczesny światowy porządek, powinna wejść w okres dorosłości, który miałby być równoznaczny z akceptacją tych zasad. Jeżeli tak się nie stanie, jedyną diagnozą tych specjalistów jest rozpoznanie społecznego niedostosowania, zaburzeń emocjonalnych czy socjopatii. Tak oto nauka w prosty sposób definiuje wszelkiej maści „wykolejeńców” i buntowników, do których po części i my się kwalifikujemy. Z tymi etykietkami rzeczywiście masz trochę racji, są one potrzebne głównie muzycznym koncernom czy firmom odzieżowym by skutecznie sprzedać swój produkt. Określając siebie jako hc/punka mam raczej na myśli pewien światopogląd, społeczność, sposób myślenia i działania, przekaz, postawę, scenę i tego typu rzeczy, więc nie sądzę by było to zaprzeczenie wolności. To, że określamy się jako zespół punkowy nie oznacza, że jesteśmy niewolnikami ideologii, wręcz przeciwnie, staramy się nasze umysły uwolnić od społecznych norm, zasad, chorej obyczajowości, religijnego zakłamania, które wbijano nam do głów przez sporą część naszego życia.

W: Owszem, wymienione przez Ciebie pojęcia stanowią dla nas istotne wartości, a że ktoś z tego wyrasta? To chyba nie moja sprawa. Jeszcze inni nawet nie muszą „wyrastać”, bo w ogóle nie kumają o co chodzi. Czy stwierdzenie, że ktoś jest niebieskookim blondynem jest zaprzeczeniem wolności? Wg mnie to tylko fakt, gorzej gdyby ktoś chciał zrobić z tego kryterium traktowania innych. To, że młodzi ludzie budują swoją tożsamość na błahostkach typu gatunek słuchanej muzyki czy uprawiany sport jest oczywiście żenadą, będącą zresztą bezpośrednim efektem marketingowych zabiegów przemysłu rozrywkowego, który dzięki temu oprócz np. lubianych przez tą młodzież płyt, wciska jej całą masę innych gadżetów („odpowiednie” ciuchy, biżuteria, itp.). Natomiast punk nie jest dla nas ani gatunkiem muzyki (zresztą to co gramy zdaniem wielu osób bliższe jest metalowi niż tradycyjnemu punkowi, więc swobody twórczej jak widzisz się nie wyrzekamy), ani wyglądem (część z nas wygląda zupełnie „normalnie”), oznacza on dla nas pewne, bliskie nam podejście do życia, o czym przed chwilą mówił już Balon i dlatego tak się określamy. Czyją niby wolność mielibyśmy w ten sposób ograniczać? Myślę nawet, że mógłby grać u nas ktoś nie będący punkiem, o ile tylko zaakceptowałby sposób w jaki działamy (czyli choćby to, że na graniu się nie dorobi, a myślę, iż tą myśl niepunkowemu muzykowi mogłoby być niełatwo przełknąć). Czy stwierdzenie, że jesteśmy też zespołem wegetariańskim również kogoś ogranicza?

10."Wymarła planeta-ponure ostrzeżenie dla istot, które odkryją kiedyś ziemię być może one wyciągną jakieś wnioski z legendy o istocie, która chciała być Bogiem" to cytat z utworu "Zamknięty rozdział". Co w związku z tym myślicie o filozofii Friedricha Nietzschego i jego koncepcji nadczłowieka.

B: Noo, ładnie to zestawiłeś, cytat z naszego tekstu i koncepcja nadczłowieka, nieźle... Przyznam szczerze, że wielkim znawcą jego filozofii nie jestem, ale co nieco „liznąłem”. Moje zdanie o jego koncepcji jest takie, że z niektórymi założeniami mogę się zgodzić, ale innych nie jestem w stanie zaakceptować. Zgadzam się, że ludzie różnią się od siebie, jedni posiadają silną naturę, inni słabą, ale nie zgadzam się z tym, że wolność należy się tylko temu kto posiada dość siły by ją sobie zapewnić, a cała słaba reszta skazana jest na niewolnictwo. Jego słynne stwierdzenie brzmi: „jedna jest tylko właściwa moralność, moralność panów”, chyba nie potrzeba komentarza... Jednak gdyby całą jego koncepcję zestawić z kształtem dzisiejszego świata, podzielonym na obrzydliwie bogatych i skrajnie biednych, rządzących i niewolników, to ma ona w sobie dużo prawdy i odzwierciedlenia rzeczywistości. Jednak każdy może ją interpretować po swojemu, a w historii XX wieku był już jeden psychopata, który dokonał nawet nadinterpretacji. Skoro już użyłeś tego zestawienia, to „nadczłowieka” zamieniłbym raczej na coś w rodzaju „nadistoty” czyli teraźniejszego wyobrażenia ludzi o sobie, że są wyłącznymi władcami tej planety oraz wszelkich innych „niższych” istot.

W: Masz akurat kolejny dowód na to, że fakt określania się nas jako punków nie oznacza bynajmniej żadnej uniformizacji, jednomyślności, ani innego ograniczenia wolności, bowiem ja Nietzschego rozumiem zupełnie inaczej niż Balon (aczkolwiek tu podkreślić muszę, że żaden z nas nie czytał jego twórczości - co swoją drogą mam nadzieję wkrótce nadrobić - i znamy ją jedynie z różnych opracowań, siłą rzeczy polegamy więc na interpretacjach autorów, których czytaliśmy). Przede wszystkim sądzę, że odwoływanie się do nietzscheanizmu przez nazistów było totalną bzdurą i nadużyciem (gdyż Nietzsche odrzucał odwołujące się do pojęć takich jak naród czy rasa instynkty stadne gardząc nimi i przeciwstawiając im indywidualizm), nie może być zatem w żadnej mierze podstawą do potępienia go. Poza tym, choć nie zgadzam się, że prawo do wolności mieć powinni tylko ludzie silni (tu przy okazji podkreślić należy, że pod pojęciem mocy Nietzsche nie rozumiał jedynie siły fizycznej, ale - przede wszystkim - siłę osobowości, intelektu, ducha, niezależności), to w konfrontacji z rzeczywistością zdaje się, że właśnie tak w rzeczy samej często bywa - ludzie słabi zazwyczaj sami rezygnują z niezależności na korzyść bezpieczeństwa. Stąd też trudno mi zgodzić się z Balonem w temacie owej moralności panów. Rzeczywiście większość ludzi podporządkowuje się narzuconym im (głównie przez religię, ale - szczególnie w dzisiejszych czasach - także przez inne zewnętrzne źródła) normom moralnym czy obyczajowym, które z reguły wymuszają wypieranie naturalnych dążeń i instynktów. Ci, którzy podążają za głosem serca nie zważając na uświęcone reguły, są zazwyczaj napiętnowani i odrzucani przez ów szary tłum. W tym zatem sensie faktycznie tylko ludzie silni, zdecydowani walczyć o swoje prawo do samostanowienia są w stanie tę wolność sobie zapewnić - człowiek przeciętny podporządkuje się raczej oczekiwaniom tłumu, aby tylko nie skazać się na odrzucenie lub inne sankcje społeczne. Takie podporządkowanie własnego życia oczekiwaniom tłumu faktycznie nie jest niczym innym jak moralnością niewolnika i nie zasługuje także i moim zdaniem na nic innego jak pogardę. Zgadzam się zatem, że jedyną właściwą moralnością jest moralność panów, co nie znaczy - przynajmniej wg mnie - że należy dążyć do podporządkowania sobie innych, ale bezspornie należy robić to czego pragniemy, nie bacząc na zewnętrzne normy moralne. Wracając natomiast do naszego tekstu - nie wiem jak na to zapatrywał się Nietzsche, ale ja nie sądzę by człowiek mógł stawiać się ponad prawami natury, bowiem sam bez tej planety przetrwać nie zdoła (no chyba , że znajdzie sobie inną, na której też będzie mógł żyć, ale póki co brak raczej przesłanek by na to liczyć). Jeśli więc koncepcja nadczłowieka głosi, iż ma on być „Bogiem” dla samego siebie, odrzucając religię czy oczekiwania większości, to jestem za. Jeśli natomiast mówi ona, że ów nadczłowiek ma uznać się „władcą wszelkiego stworzenia”, ważniejszym od praw rządzących przyrodą, której jest ledwie elementem - to oczywiście odrzucam.

11.Co sądzicie o działalności antyfaszystowskej organizacji Nigdy Więcej, która przez wielu ludzi oskarżana jest o to, że posługuje się takimi samymi metodami, co ludzie przeciwko którym walczą, jak to się ma do idei wolności, kto dał im prawo do walki z czyimiś przekonaniami, niestety bardzo łatwo nazwać kogoś faszystą, po co walczyć przeciwko czemuś co nie stanowi prawie żadnego zagrożenia, ani faszyzm ani anarchia nie mają racji bytu w XXI wieku, dla mnie przyszłość to ewolucja demokracji w bardziej bezpośrednią, m.in. dzięki możliwości komunikowania się przez internet (niech żyje poczta elektroniczna ha,ha,ha). Czy dla was prawo głosu w wyborach to obowiązek czy raczej przywilej demokracji?

B: Nie mam pytań, według Ciebie faszyzm naprawdę nie stanowi zagrożenia? Sorry, wymiękam po raz kolejny. Chłopie, otwórz oczy!! O ile zgodzę się, że anarchia nie ma racji bytu na szerszym polu, to akurat faszyzm jak najbardziej. Z tego co pamiętam z historii, ma on ekonomiczne podłoże (a właściwie dokładniej to wpływ ekonomii na społeczne rozwarstwienie). Szczególnie, że dzięki współczesnej neoliberalnej ekonomii coraz więcej jest biednych, a większość bogactwa spoczywa w rękach niewielu. Wystarczy, że narodzi się kolejny fuhrer, mający dar przekonywania oraz chorobliwą żądzę władzy i umiejętność pociągnięcia za sobą tej biedniejszej warstwy społecznej, która prędzej czy później znajdzie sobie kozła ofiarnego... Chciałbyś powtórki z historii? Bo ja nie bardzo. Zobacz na poparcie Le Pena, poparcie (co prawda zdelegalizowanej) NPD, zauważ ile neonazistowskich organizacji istnieje w każdym zakątku świata, zobacz ile istnieje też organizacji, które swe prawdziwe oblicze ukrywają za narodowo-patriotycznymi hasłami i odpowiedz sobie czy przypadkiem nie są to oznaki, że ta ideologia ma wciąż swoich wiernych synów. Jeżeli chodzi o Nigdy Więcej, uważam, że to co robią to kawał dobrej roboty, chociaż miałbym do nich kilka drobnych uwag, bo chyba zbyt łatwo szafują określeniem „faszysta”. W każdym razie jeżeli komuś nie podoba się to co robią, niech walczy po swojemu. Osobiście uważam, że wszelkie organizacje faszystowskie powinny być zdelegalizowane, zdaję sobie sprawę do jakich nadużyć ze strony państwa może dojść. Każdy oczywiście powinien mieć prawo do własnych przekonań czy wyrażania własnych poglądów, ale uważam też, że jedynie takich, które nie nawołują do prześladowań i nienawiści oraz krzywdzenia innych ludzi. Postaw się na miejscu człowieka zaszczutego jak zwierzę, którego jedyną „winą” jest to, że urodził się taki, a nie inny. To są właśnie wg mnie te granice wolności, o które wcześniej pytałeś. Jasne, że państwo może zacząć od faszystów, a skończyć na wszelkiej maści wolnościowcach, w tym i anarchistach, no ale jak już to sobie powiedzieliśmy anarchia nie stanowi zagrożenia... Jeżeli chodzi o ostatnią część pytania, to prawo głosu nie jest dla mnie ani obowiązkiem, ani przywilejem, jest raczej objawem niewolnictwa na własne życzenie, a ja raczej nie mam zamiaru wywindować żadnego bydlaka na piedestał.

W: Tzw. prawo głosu jest dla mnie jedynie kiepską przykrywką wyborczej farsy, sam nie mam zamiaru brać udziału w tym żenującym spektaklu, zwycięstwo kogoś spoza układu nie jest obecnie możliwe nawet w skali wyborów miejskich, a co dopiero mówić o krajowych. Powiedzenie że „gdyby wybory mogły coś zmienić, dawno by ich zakazano” nie jest bynajmniej pustym sloganem. Jakie masz przesłanki do swej wiary w ewolucję demokracji w bardziej bezpośrednią? Przecież to, co dzieje się na świecie (przynajmniej w tzw. cywilizowanej jego części) świadczy o wprost przeciwnym kierunku zmian. Procesy związane z globalizacją (chociażby koncentracja kapitału) raczej kłócą się z Twymi nadziejami, a za „ideał” demokracji (ze względu na jego, istotną dla biznesu, stabilność) uważa się model dwupartyjny (na modłę amerykańską), gdzie owo „prawo wyboru” równie dobrze sprowadzone mogłoby zostać do wyboru między Pepsi, a Coca Colą. Równie realistyczna wydaje mi się Twoja (bezkrytyczna!) wiara w internet - co prawda jest to faktycznie wygodne zjawisko ułatwiające stosunkowo tanią i szybką komunikację, jednak niesie też ze sobą znaczne zagrożenie alienowania ludzi nie mających doń dostępu (czyli głównie osób uboższych, bez tego już dostatecznie marginalizowanych), a poza tym nie od dziś wspomina się o kontrolowaniu go i myślę, że jedynie kwestią czasu pozostaje objęcie go kontrolą (zakładając, że już teraz się tego nie czyni). Działalności Nigdy Więcej nie śledzę na tyle dokładnie by formułować jakiekolwiek jednoznaczne sądy, zastrzeżenia, które mam, wolę zachować dla siebie, w każdym razie bez wątpienia doceniam to, że stowarzyszenie to tworzy atmosferę społecznego nacisku sprzyjającą ściganiu stricte kryminalnej działalności nazioli (pobicia, zastraszanie, itp.), którą gliniarze najchętniej zaszeregowaliby jako „porachunki subkultur” i spokojnie olali. A w temacie rzekomego braku zagrożenia ze strony faszystów - powiedz to uchodźcom z podpalanych w Niemczech azylów, obcokrajowcom zbierającym wjeby (tu w Gdańsku nie należy to bynajmniej do rzadkości - dość wspomnieć spalenie samochodu mieszkającego tu czarnoskórego muzyka reggae Larry’ego czy ostatnie pobicie niemieckiej młodzieży - która bodajże tego samego dnia składała kwiaty w hołdzie ofiarom obozu w Stuthoffie) czy wreszcie młodym punkom bojącym się przyjść na koncert. Czy jeśli policja i urząd miasta zorientowani, że łysi chcą rozbić punkowy koncert, zamiast zapewnić ochronę, wymuszają na właścicielu klubu odwołanie imprezy, a gdy mimo tego trzy dni później dochodzi do podpalenia lokalu „nie potrafią” znaleźć winnych, to wg Ciebie faszole dalej nie stanowią zagrożenia? Dodam, że prezydent Sopotu, bo o tym mieście w tym momencie mowa, przyznał w rozmowie z dziennikarzem, że cieszy się, że „ta buda spłonęła”, ale oczywiście zdanie to w jego prasowej wypowiedzi zostało wycięte - ciekawe czemu, skoro teoretycznie dla nastawionych na sensację mediów powinno być chyba atrakcją... Jeżeli natomiast chodzi Ci o „poważne” zagrożenie (tylko powtarzam - powiedz osobom pobitym, czy rodzicom zabitych przez nazioli dzieci, że padły one ofiarą zagrożenia „niepoważnego”), to pomyśl choćby o byłej Jugosławii, czy tam faszyzm, lub jak wolisz - nacjonalizm też nie był (i nie jest) realnym zagrożeniem???

12.W pewnym okresie swojej działalności próbowaliście stworzyć miejsce pod nazwą Rzeźnia, które to jeżeli dobrze mi się zdaje miało działać na zasadzie squatu, wiem że wtedy nie do końca to wyszło. Jak na dzień dzisiejszy przedstawia się sprawa Rzeźni, co w związku z tym myślicie o idei squatingu, czy odwiedziliście jakieś fajne squaty w kraju i za granicą, opowiedzcie coś o nich?

B: Historia Rzeźni skończyła się, z tego co pamiętam, w 99 roku i od tej pory nikt z załogi się nią nie interesował, to już dawno stracone miejsce. Nie był to skłot mieszkalny, bardziej miejsce przeznaczone na koncerty, wystawy, imprezy i tego typu rozrywkowe sprawy. Idea skłotingu jest godna poparcia, sami odwiedziliśmy zarówno rewelacyjne skłoty, jak i takie, do których za nic w świecie nie chciałbym zawitać ponownie.

W: To fakt. Zainteresowanych historią Rzeźni odsyłam do wywiadu z nami w ósmym n-rze zina Konstelacja Cienia (do wglądu również w sieci: www.kocie.prv.pl, można tam znaleźć także nasz MP-3), tam opisałem to dość dokładnie. Ideę skłotingu popieram jak najbardziej, uważam, że pozwalanie budynkom na stanie samopas, podczas gdy tylu ludzi nie ma dachu nad głową jest wymierzonym w tych ludzi policzkiem. Szkoda, że w naszym kraju ilość pustostanów jest dużo mniejsza niż na Zachodzie, a te które są - zazwyczaj znajdują się w opłakanej kondycji. Mimo tego czasem znajduje się miejsca od biedy nadające się do zasiedlenia. Niestety prawo regulujące te kwestie też jest daleko bardziej restrykcyjne niż w takiej Anglii czy innej Holandii. Wszystko to na szczęście nie czyni jednak sprawy niemożliwą. W Polsce graliśmy do tej pory tylko na poznańskim Rozbracie, w białostockim De Centrum i w łodzkim C-4 (o ile to miejsce można nazwać skłotem), poza tym prywatnie kilkakrotnie odwiedzałem wrocławski Free Dom - wszystkie te miejsca wspominam jak najmilej i chętnie odwiedzę je ponownie. Poza granicami Polski graliśmy na wielu skłotach, jeszcze więcej odwiedziłem ja sam (często podróżując z innymi kapelami), jak już mówił Balon, było wśród nich parę nor, do których wracać nie mamy zamiaru (zwłaszcza komunistyczna melina we Florencji, gdzie zimą pozostawiono nas samych sobie w miejscu, w którym nikt nie mieszka, bowiem brak ku temu jakichkolwiek warunków - zero ogrzewania, goły beton na podłodze itp. luksusy, odpowiadające nazwie „La Villa” - kolejny powód by nie ufać komuchom!), jednak większość z nich to świetne miejsca. Najmilej wspominam kopenhaski Ungdomshuset, Zoro w Lipsku, Breiti w Poczdamie i oczywiście berlińskie Kopi i Rigaer Str.84 (pozdro!) - a to ledwie kropla w morzu. Ciekawostką może być zaskłotowany kościół w Breda (Holandia), w którym huśtałem się na linie skacząc z ołtarza czy otoczony parkiem pałacyk w Genewie, gdzie meble wyglądały jakby ich bogaci właściciele wciąż tam mieszkali (stał tam nawet fortepian, a na wyposażeniu znajdował się komplet srebrnych sztućców!!!). Również w Genewie byłem na koncercie Code 13 w zaskłotowanym biurowcu położonym w biznesowej części miasta, jak przystało na mieszczący się tam uprzednio bank (przy niektórych drzwiach były - wciąż działające - zamki elektroniczne, otwierane przez wystukanie odpowiedniego szyfru! Z kolei w Amsterdamie byłem kiedyś w zajętym hotelu (tam również większość sprzętów i czerwone dywany wskazywały, że miejsce wciąż jest hotelem). W tym samym A’damie nasz znajomy z Gdańska mieszkał w dawnym burdelu, gdzie była nawet sauna. Kiedy odwiedzam takie miejsca, zawsze śmieję się, że niepracujące z reguły panki żyją sobie lepiej niż większość harujących niewolniczo porządnych obywateli!

13.Wielu tzw. pankowców uważa się za 100% pacyfistów, czy nie sądzicie jednak, że jest to lekka chypokryzja, co myślicie o możliwości posiadania broni w celu samoobrony, może wtedy w końcu byłoby bezpieczniej?

B: Osobiście uważam, że wcale nie jest to hipokryzja, każdy ma prawo do obrony siebie i swoich bliskich, nawet „pacyfista”, który nie chce dać się zajebać. Raczej należę do osób, które nie nadstawiają policzka, nawet jednego i Tobie radziłbym robić to samo. No bo cóż można zrobić w konfrontacji z wszelkiej maści gitwą czy naziolstwem? W tym wypadku buty, pięści i butelki to jedyne argumenty, które do nich docierają. Oczywiście, zawsze można spierdolić... Każdy zdrowy psychicznie człowiek powinien mieć prawo do posiadania broni i tylko do niego powinna należeć decyzja czy chce, czy nie chce jej mieć. Jednak jestem przekonany, że szybko to nie nastąpi, o ile w ogóle nastąpi, bo żadna władza nie jest chyba zainteresowana podzieleniem się swoimi przywilejami i stratą ważnych środków przymusu. Im mniej praw ma obywatel, tym łatwiej go kontrolować i gnoić. Poza tym, jako rządzący i wykorzystujący swój naród, jako pierwsi mogliby dostać kulkę...

W: Przede wszystkim nie sądzę by większość pankowców uważała się za „100% pacyfistów”, na pewno nie większość znanych mi punków. A jeśli ktoś się za takiego uważa i zgodnie z tym żyje, to gdzie tu hipokryzja? Mogę się z nim nie zgadzać, ale hipokryzji w tym raczej nie widzę (lecz swoją drogą nie wiem czy znam choć jednego punka, który wyrzeka się przemocy w jakiejkolwiek postaci. A co do samego pojęcia „pacyfista”, nie jestem językoznawcą by je jakoś definiować, moim zdaniem nie musi ono być równoznaczne z non-violence (a więc z tym, co Ty nazywasz „100% pacyfizmem” i w jakimś tam stopniu też czuję się pacyfistą, bowiem owszem, chciałbym żyć w pokoju, jeżeli jednak moje rozumienie tego terminu jest błędne, to rozstanę się z nim bez problemu, jako że przemocy z życia całkowicie eliminować nie planuję - jest to wg mnie niezbyt realne, a jeszcze mniej efektywne - zdecydowanie się zgadzam z Balonem, że w dzisiejszych czasach przemoc często bywa jedynym skutecznym rozwiązaniem. W temacie dostępu do broni, głębiej zainteresowanych znowu odeślę do innego zina - we wciąż dostępnym, trzecim n-rze „Chaosu W Mojej Głowie” (to swoją drogą jedno z najlepszych mym zdaniem pism w Polsce) znalazła się (m.in. oprócz wywiadu z F.O.M.) ankieta dotycząca tej sprawy. Możecie przeczytać tam obszerne wypowiedzi dziesięciu związanych ze sceną osób, w tym moją. A w wielkim skrócie (choć problem jest w gruncie rzeczy akademicki, bo ze wspomnianych przez Balona powodów, sytuacja taka raczej nam nie „grozi”) - tak, mimo iż świadom jestem związanych z tym zagrożeń, uważam, że każda dorosła osoba, oczywiście po przejściu testów psychologicznych, powinna mieć prawo nabyć broń.

14.Czy pamiętacie czasy kiedy mieliście po kilka lat, kto był wtedy Waszym największym idolem i dlaczego? Kapitan Żbik, a może Reksio?

B: Sorry, mam sklerozę.

W: Z tego co pamiętam, moim największym bohaterem był wówczas niejaki Sandokan, a piosenka tytułowa należała (obok „Sun Of Jamaica” Goombay Dance Band) do moich dwóch najulubieńszych hitów. A dlaczego właśnie Sandokan? Tego już za bardzo nie pomnę, ale może już wówczas objawiał się we mnie anarchista i stąd mój podziw dla dzielnego, przeciwstawiającego się niesprawiedliwej (jak każda) władzy, pirata... Jest to tym bardziej prawdopodobne, że także inne tego typu historie (Rumcajs, Robin Hood czy Zorro) lepiej trafiały w mój gust niżeli przygody Reksia czy Bolka i Lolka (ha, ha)...

15.Dzięki wielkie za wywiad (który to Wasz z kolei?), może jakieś pozdrowionka?

B: My także dziękujemy za zainteresowanie i konkretne pytania. To chyba dopiero szósty wywiad, więc nie było tego aż tak dużo. Poza tym jeżeli ktoś jest zainteresowany naszymi wydawnictwami, niech się z nami skontaktuje - singiel (winylowy) „Czas Końca Wieku” - 10 PLN, kaseta „The Final Chapter” - 8 PLN, a japońskie wydanie CD - 25 PLN. Doliczcie kasę na przesyłkę (obojętne czy zamawiacie jedną rzecz czy wszystkie trzy - jest to 5 PLN). Chętnie gramy koncerty, oto nasze warunki: zwrot kosztów podróży + 100 PLN, dobry sprzęt, wegańskie żarcie (ciepłe!), piwo, ewentualnie nocleg. Serdeczne pozdrowienia dla znajomych i czytelników. Nie dajcie się ogłupić żadnej rządowej ani religijnej propagandzie i bądźcie świadomi, że żyjemy w piekle, tu i teraz.

W: Ja również dziękuję za wywiad (przypuszczalnie najdłuższy jak dotąd) i życzę powodzenia w tworzeniu zina, dobrze, że komuś chce się jeszcze je robić... Oprócz wspomnianych przez Balona wydawnictw, mamy też na zbyciu nasze koszulki (czarne z białym nadrukiem na obu stronach, cena 20 PLN, rozmiary S, M i XL) oraz bluzy z długim rękawem (trochę grubsze od koszulek, z dodatkowymi nadrukami - logo - na rękawach, cena 40 PLN, rozmiary M, L, XL). Mam też nadzieję, że już wkrótce (w końcu!) ukaże się winylowa wersja „The Final Chapter”. Ci, którzy nas jeszcze nie słyszeli, a mają dostęp do internetu mogą znaleźć nasze kawałki na www.audiogalaxy.com. Za czas jakiś postaramy się też uruchomić własną stronę, ale to jeszcze trochę potrwa. Buziaki dla wszystkich przyjaciół i pozdrowienia dla czytelników. Skoro już wiecie, że żyjemy w piekle, miejcie też świadomość, że tylko sobie, a nie bogu, ani innym siłom nadprzyrodzonym, je zawdzięczamy, toteż sami jesteśmy też w stanie nadać sens swemu istnieniu. Oby nie była nim bezmyślna akceptacja panującego porządku. Pozostańcie żywi w krainie umarłych!


Strona Główna / Niusy / Biografia / Dyskografia / Koncerty / Zdjęcia / Wywiady / Recenzje / Teksty+MP3 / Kontakt / Linki