DIE LEERE NR 6, WIOSNA 2000:
UAAARRRGHH! DO NASZEGO KONFESJONAŁU ZAWITAŁ FILTH OF MANKIND. TĘ HORDĘ TRÓJMIEJSKICH WYJCÓW REPREZENTOWALI: WOLF (W), BALON (B), TOMEK (T). PROTOKÓŁ SPOWIEDZI PRZED WAMI, A ROZGRZESZAŁ TOMASO.
1.Czołem! Przedstawcie skład i losy kapeli.
B: Cześć!, a więc skład przedstawia się następująco: Tomek - wokal, Miłosz & Wolf -gitary, Michał - bas, Balon - perk. Historia zespołu sięga roku 96, kiedy to postanowiliśmy stworzyć F.O.M. Zespół powstał na fundamencie poprzedniej kapeli, w której grał Balon, Miłosz i Stivi (nasz poprzedni basista). W początkowym okresie istnienia F.O.M wokalistą był Maciek.
2.Na ile się orientuję, to nie nagraliście jeszcze żadnego materiału, choć gracie już ponad 2 lata. Czym jest to spowodowane? Kiedy wreszcie będzie można usłyszeć was w wersji studyjnej (chodzą słuchy o singlu)?
B: Hmm... gramy trochę dłużej niż 2 lata i rzeczywiście przez dłuższy czas nie mieliśmy studyjnych nagrań, a spowodowane to było chociażby zmianami personalnymi, wyjazdami niektórych ludzi, wreszcie kwestia finansowa, niestety bardzo ważna. Chodzi o to, iż założyliśmy, że jeżeli będziemy wchodzić do studia, to wybierzemy profesjonalne i dobre, a to jak wiadomo, niesie za sobą spore koszty - przy nagrywaniu singla suma może nie jest jeszcze tak wygórowana, ale zarejestrowanie materiału na dużą płytę, to już spory wydatek. Obecnie nagraliśmy materiał na singiel (październik 99). Będzie nazywał się „Czas końca wieku” i mam nadzieję, że jak ukaże się ten wywiad, to będzie już dostępny. Wyda go Scream Rec.
W: Czyli ja.
3.Z racji pytania powyższego powiedzcie coś o swojej muzyce.
B: Sporo ludzi poszłoby po najmniejszej linii oporu i przylepiłoby etykietkę „crust” tylko
dlatego, że mamy ciężkie brzmienie, natomiast wg mnie to zmetalizowany ciężki punk, trochę w klimacie MISERY z wpływem AMEBIX'a. Zaczęliśmy już trochę myśleć o następnych kawałkach, Będą wolniejsze, ciut transowe i mroczniejsze.
W: Ale to jeszcze daleka przyszłość.
4.F.O.M. to w wolnym tłumaczeniu Brudy Ludzkości. Które z nich najbardziej plamią i czy można je jakoś wywabić?
B: Tych brudów jest zbyt dużo, by wybrać te, które plamią najbardziej. Poza tym trudno ocenić, co jest gorsze i tak sobie myślę, że problemów nie da się wywabić do końca, można jedynie próbować zmniejszyć plamę.
W: Moim zdaniem długo by tu można wymieniać, ale przoduje chyba egoizm, a w zasadzie jego karykaturalnie zmutowana postać (bo sam egoizm jest do pewnego stopnia zjawiskiem naturalnym i niekiedy bywa wręcz pożądany), którą najogólniej można nazwać chciwością. I chodzi tu zarówno o żądzę pieniądza, jak i władzy (tak politycznej, jak i „zwykłej” dominacji nad partnerem/partnerką, grupą koleżeńską, itp.). Najczęściej zresztą wszystkie te dążenia występują razem, choć w różnych proporcjach.
To właśnie zachłanność odpowiada za to, że świat coraz bardziej przypomina piekło, a zaślepionym przez nią ludziom wydaje się, że przybliżają sobie niebo. Chciałbym wierzyć, że znajdzie się na nią "wywabiacz". Sam staram się uświadamiać sobie własne słabości i jakoś je wykorzeniać ze swojego myślenia i postępowania, jednak obawiam się, że tak naprawdę jedynym panaceum na chciwość jest zniknięcie naszego haniebnego gatunku z powierzchni Ziemi.
5.Czy zaliczycie siebie do kapel tzw. zaangażowanych - co to dla was znaczy? Przy okazji ustosunkujcie się do postaw apolityczności, które są coraz bardziej popularne w undergroundzie - czy „scena” może być apolityczna?
B: Każdy może interpretować pojęcie "zaangażowanie" do własnych potrzeb i postaw. Dla jednych będzie to jedynie chlanie na koncertach i kupowanie „scenowych” nowości, a dla innych działalność społeczna. ekologiczna, antyfaszystowska, wegetarianizm, granie w zespole, wydawanie zina, płyt, robienie giełd i koncertów i muszę przyznać, że bardziej utożsamiam się z tymi drugimi postawami - wolę tworzyć „scenę” niż tylko konsumować. Co do tej apolityczności, muszę powiedzieć, że momentami wywołuje to u mnie zdziwienie -powiedzmy, że kapela X określa się jako apolityczna, robią to dlatego, że nie mają super ostrych politycznych tekstów, ale zespół ten tworzą ludzie, a każdy z nich ma chyba jakieś idee, przekonania, pogląd na świat, a to przecież nic innego jak polityka. Mimo to, uważają się za apolitycznych, cóż, trochę to dla mnie dziwne.
W: Rzeczywiście największy problem to sprecyzować pojęcie kapeli "zaangażowanej". Sam często używam (np. w recenzjach) słowa „zaangażowane” odnośnie tekstów (znacznie rzadziej, co do samych kapel), tak się zresztą składa, że ten typ tekstów (choć niekoniecznie w prostej, łopatologicznej formie) najbardziej z reguły mi odpowiada. Z drugiej strony często zawodzę się konfrontując swoje, na podstawie tekstów wyrobione, zdanie o zespole z rzeczywistym podejściem do życia jego członków. Dlatego m.in. kiedyś uzgodniliśmy, że choć teksty będą dotyczyły istotnych dla nas spraw, będziemy starali się unikać deklaracji czy apeli sugerujących, że jesteśmy, bóg, wie jakimi „wojownikami”. Nie oszukujmy się – zespół taki jak nasz to pięciu kolesi o różnym spojrzeniu na świat i choć sporo nas łączy, dostrzegamy podobne problemy, to jednak każdy z nas w inny sposób chciałby im zaradzić i w innym stopniu się w to angażuje. Dlatego co do zespołu jako takiego, nie użyłbym tego terminu. Z kolei co do tzw. „apolityczności” - scena, owszem, może być apolityczna, ale pod warunkiem, że przestanie rościć sobie pretensje do bycia undergroundową czy niezależną. Tzn. owszem, ta scena może takową być, ale tylko dlatego, że kapele na niej działające są zbyt cienkie lub niepoważne, by zainteresowac sobą oficjalny szołbiznes. Nie rozumiem natomiast co, jeśli nie jakaą polityczno-społeczna świadomość, miałoby kierować zespołem, który z premedytacją odrzuca oferty mainstream'owych koncernów. Zresztą popatrz jak chętnie niepolityczne poppunki z Epitaph, czy równie niepolityczni hardcore'owcy z Victory wskoczyli do łóżka z Sony... A ich niepolityczni fani oczywiście nie widzą w tym nie złego czy nawet dziwnego. Gorzej, że także na „politycznie świadomych” tekstach można nabijać kabzę multikorporacjom (a łykające „rewolucyjny” image dzieciaki i tak nie dostrzegą hipokryzji krytykowania machiny przez jej własne trybiki).
6.W swych tekstach kontestujecie otaczającą rzeczywistość społ.-polit. Czy sam akt negacji tego status quo jest celem samym w sobie, czy też środkiem prowadzącym do celu jeśli tak, to do jakiego?
B: Rzeczywiście, teksty mówią o otaczającym nas świecie i o tym, gdzie lub ku czemu nasz gatunek zmierza. Nie traktuję ich jako dążenie do osiągania z góry zamierzonych celów, nie podaję recepty na uzdrawianie świata i jego zmianę, bardziej zależy mi na pokazaniu mojego punktu widzenia problemów, które nas otaczają na zasadzie komunikacji między nadawcą i odbiorcą - nie chcę podawać przepisów, jednej słusznej drogi, jedynych rozwiązań, postaw i przekonań, wolę, by odbiorca sam do nich dochodził i wyciągał wnioski z tego co usłyszał.
W: Podobnie i moje teksty na celu mają niewiele więcej ponad podzielenie się odczuciami, nie wierzę w ich rewolucyjne znaczenie. Nie jest to jednak negacja dla samej siebie - jeśli coś neguję, to po to by (w tym niewielkim stopniu na jaki mnie stać) starać się to zmienić, a skoro sam zmieniam, to może i kogoś swoim przykładem zachęcę. I choć (niestety) nie wierzę w globalne przebudzenie, to ufam, że przynajmniej w moim życiu może to mieć pozytywny wpływ - choćby taki, że spotykając więcej podobnie myślących osób, będę się czuł mniej wyalienowany, może przeżyję parę przyjemnych chwil w życiu więcej (bo chyba w każdej walce - obojętnie czy w tej naszej nieudolnej, punkowej czy w „prawdziwej” rewolucji - chodzi o to, by było lepiej). Tak wiec, skoro pytasz o cel – chodzi o to, by było lepiej i choć w ułamku procenta bliżej ideału. A co jest ideałem? To dopiero trudne pytanie... Pokój, równość, tolerancja, ekologia, weganizm, wyzwolona z okowów monogamiczno-homofobicznej moralności miłość, sprawiedliwość społeczna, a przede wszystkim życie jako ekscytująca przygoda, a nie pełne nudy i rutyny zniewolenie - to tylko same hasła,
ale inaczej nie parę stron do zine'a, a ksiażkę napisać bym musiał.
7.Jak wygląda działalność koncertowa F.O.M.? Gdzie najdalej udało Wam się zagrać (państwo, miasto...), a gdzie grało się najmilej?
W: Jak dotąd zagraliśmy ponad 40 koncertów, z tego połowę poza granicami kraju. Zjechaliśmy pół Europy – od Szwecji po Słowenię i Włochy. Wprawdzie nic to w porównaniu z wojażami Post Regimentu czy Homomilitii, ale jak na bezimienną, nie posiadającą żadnych nagrań kapelę, to chyba nieźle. Trudno mi wybrać ten najfajniejszy koncert: Genewa (jak i cała Szwajcaria), Ljubljana, Ilirska Bistrica, festiwal w Lipsku, długo bym tak jeszcze potrafił ... Zajebiście miło wspominam też debiutancki występ w Sopocie.
B: Najdalej udało nam się zagrać we Florencji, natomiast było bardzo sporo miłych koncertów, |choć najmilej wspominam koncerty w Szwajcarii, Ilirską Bistricę (Słowenia), Szwecję i Niemcy.
8.Czy wierzycie w „zjednoczoną scenę”, w integrację całego środowiska alternatywnego, że stać nas (tj. „scenę”) na tak (nie)wielki krok?
B: Uważam, że jest to pozytywna i potrzebna idea i powoli zaczyna wchodzić w życie, choć ma to jedynie oddźwięk w lokalnym czy też regionalnym załoganctwie typu „jedno miasto z drugim”. Szczerze mówiąc wątpię w integrację całego środowiska alternatywnego. Wydaje mi się, że cała ta tzw. „scena” zamiast kroczyć do przodu, zaczyna gubić się i robi dokładnie odwrotnie - ze swoimi podziałami, plotkami, kłótniami i wzajemnym opluwaniem - nie jest w stanie zrobić - tak (nie)wielkiego kroku w dobrym kierunku. Myślę, ze potrzeba jej na to bardzo dużo czasu.
T: Wśród normalnych ludzi nie istnieją chyba żadne podziały. Jeżeli ktoś chce takie tworzyć niech zapisze się do jakiejś partii, tam będzie mógł walczyć z lewą lub prawą stroną. Scenę tworzą ludzie otwarci na różne poglądy, różnie się określający. Nieważne są różnice, o ile nie siejesz nienawiści i chcesz zrobić coś pozytywnego, to uczestniczysz w życiu sceny, po prostu tworzysz ją. Moim zdaniem scena istnieje dzięki różnorodności.
W: Moim zdaniem, by odpowiedzieć na to pytanie, należałoby sprecyzować o jakim środowisku alternatywnym mowa. Jeśli chodzi o całą tzw. dzisiejszą scenę, obejmującą hordy bezmyślnych debili, lecących na kasę wydawców czy goniących za sensacją redaktorów szmatławych zine'ów, to absolutnie w jej zjednoczenie nie wierzę, bez względu czy „stać” nas na ten krok, czy nie. Po prostu, za chuj nie widzę sensu jednoczyć się z kimś, tylko dlatego, że nie ma kontraktu z wielkim koncernem, albo że lubi Oi Polloi, a nie Madonnę. Albo ta scena będzie „zjednoczonym”, plastycznym jak gówno zbiorem przybłędów, albo znacznie mniej liczną, lecz opartą na konkretnych (co nie znaczy, że identycznych) wartościach tworzących jej solidną podbudowę, na której dopiero powstać mogłaby silna, bogata w różnorodność form i pomysłów scena. Nie muszę chyba mówić, że póki co, tej tzw. scenie bliżej jest do tego pierwszego - rzekomo scenowe kapele nagrywają dla równie rzekomo scenowych wytwórni, korzystających z dystrybucji Sony czy EMI, lub bezpośrednio przez nie wykupionych. Jeszcze nigdy hardcore nie był tak soft (i niech nikt nie zrozumie, że jako tzw. crustowiec dopierdalam się do hardcore'a - dla mnie hc i punk to jedna całość, a syf o którym mówiłem dotyczy, może w różnym stopniu, każdej ich odmiany. Tu użyłem słowa hardcore, bo akurat fajnie pasuje do powyższej gry słów - jeśli jest ktokolwiek nie znający znaczenia słów hard i soft - odsyłam do słownika). Punk/Hardcore + wielkie koncerny (lub kolaborujące z nimi, rzekomo niezależne, wytwórnie) = HIPOKRYZJA.
9.Kolejny boom: klimaty ska, oi!, street – zabawa, alkohol, olewka. Nie uważacie, że ostrze rebelii tępi się coraz bardziej?
W: Niestety, masz rację i będzie tak dalej - popatrz, co mówiłem przed chwilą i połącz to z faktem, że sprawnie nakręcane szaleństwo konsumpcjonizmu dopiero się u nas rozwija, a z jego rozwojem jakikolwiek, choćby tylko werbalny, bunt będzie coraz mniej atrakcyjny, toteż coraz łatwiej będzie koncentrować się na niewyszukanych rozrywkach. Z drugiej strony, sami też nie stronimy od zabaw i alkoholu, raczej przeciwnie, gdybym jednak w tym dostrzegał sens życia, byłoby to smutne i politowania godne.
B: Przede wszystkim należy zacząć od tego, by nie generalizować tego problemu; to że jakiś zespół pogrywa sobie ska czy street punka jeszcze nie oznacza, że jedyne co potrafią przekazać, to bzdety, głupkowate postawy i gloryfikowanie pijaństwa. Co do zabawy, to muszę powiedzieć, że obok przekazywania treści przez nasz zespół, granie w nim stanowi świetną zabawę i sprawia dużo radości. Chcę powiedzieć przez to, że jedno nie wyklucza drugiego. Z drugiej jednak strony, jak słucham niektórych kapel z kręgu ska czy oi, to faktycznie uważam, że „ostrze rebelii jest już zupełnie tępe”, bo hymny o skuterach, bójkach i o piwie to dla mnie zbyt mało.
W: No, dla mnie raczej zbyt dużo - debilizmu (śmiech). To głupsze od większości znanych mi tekstów disco polo.
10.Część Waszych tekstów utrzymanych jest w ponurej, apokaliptycznej stylistyce. Na ile wizja Końca w Waszym odczuciu jest już rzeczywistością?
W: Powiem tak - rzeczywistością jest już nie sam koniec, lecz jego początek. Znajdujemy się w momencie, o którym śpiewamy w kawałku „Czas końca wieku”: „przekraczamy punkt, z którego nie ma odwrotu”. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, przypuszczalnie my sami zdążymy jeszcze umrzeć śmiercią naturalną (o ile można tak nazwać np.: następstwa chorób cywilizacyjnych czy zgon pod kołami samochodu, a w taki zapewne sposób wielu z
nas się z tym światem pożegna),ale jestem przekonany, że proces ten jest już nieodwracalny. Ekozagłada to nie mrzonka, a że nie trafia to do szarej masy bywalców hipermarketów? Jak twierdzi prof. Kozielecki: „Prawda, mimo że jest prawdą, trudniej dociera do ludzkich serc i umysłów niż mity, legendy czy iluzje.”. Mam tylko nadzieję, że po tej zagładzie, życie kiedyś odrodzi się w innych, niż ludzki pasożyt, postaciach.
B: To fakt, mamy parę pesymistycznych tekstów... No wiesz, nie mogę Ci powiedzieć czy ten „Koniec” nastąpi za 100 czy za 500 lat, bo Nostradamusem nie jestem, natomiast obserwując to, co dzieje się na świecie doszedłem do wniosku, że ludzkość ma tak autodestrukcyjne zapędy, że robi wszystko, by ów „Koniec” nadszedł jak najszybciej. Ilość wojen, epidemii, ciągłe zbrojenia, podział na „dobrych” i „złych” (co jeszcze bardziej przybliża światowy konflikt); technologie, które tworzy człowiek i których później sam się obawia, kolejna nowoczesna broń; działanie, które człowiek nazywa rozwojem i postępem, dopuszczając się przy tym bezmyślnej degradacji Ziemi, tylko po to, aby zyskać więcej surowców tanim kosztem; brak respektu dla Natury, zanieczyszczenia, industrializacja - myślę, że to część argumentów, które przemawiają za tym, że ta cywilizacja nie ma przed sobą świetlanej przyszłości. To przecież nasza rzeczywistość i to takie postępowanie ludzkości doprowadzi ją do upadku, a nie jakiś tam meteoryt, który podobno ma w nas jebnąć.
11.Jak radzicie sobie ze świadomością „wielkiej porażki ludzkości”, ze świadomością tego, że jednostka może jedynie miotać się bezsilnie, nie mogąc zapobiec nadchodzącej zagładzie, zdeterminowanej przez anonimową lecz rzeczywistą siłę – społeczeństwo?
W: Dobre pytanie. Z jednej strony przeświadczony jestem o tej porażce, z drugiej - nie potrafię i nie chcę włączyć się w bezmyślny tłum. Mam świadomość, że i tak współuczestniczę w destrukcyjnej, konsumpcyjnej orgii, jednak gdybym całkiem się z tym pogodził i zrezygnował z oporu -musiałbym rozbić wszystkie lustra w zasięgu wzroku, bo wstyd by mi było w nie spojrzeć. Nie da się ukryć, że czuję się czasem sfrustrowany, że czasem rodzi się we mnie mizantrop, innym razem pragnę pogrążyć się w autodestrukcji, wręcz zachlać czy zaćpać się na śmierć (co dziwi o tyle, że raczej chuj mam z drugami wspólnego). Na co dzień nie jest jednak tak źle, potrafię cieszyć się życiem, bawić się, kochać, doceniać ludzi, którzy są dla mnie źródłem inspiracji. Pewną rolę terapeutyczną pełni także muzyka, zwłaszcza granie koncertów czy swoiste katharsis dokonujące się podczas pisania tekstów.
B: Powiem Ci tak, każdy z nas próbuje jakoś przetrwać i odnaleźć się w tym świecie, każdy ma własne cele i to powoduje, że widzimy sens w życiu. Jednostka nie ma i nie będzie miała żadnego wpływu na kreowanie tego świata, robią to całe społeczeństwa, narody, a co gorsza kilku debili rządzących w ich imieniu, ale dbających tylko o siebie. Z drugiej strony nie jesteśmy bandą paranoików i ponuraków, nie izolujemy się od świata w oczekiwaniu na „Koniec”; dostrzegamy także plusy i pozytywy życia, więc chyba jakoś sobie radzimy.
T: Ze świadomością wielkiej porażki niech sobie radzi ludzkość, ja uważam, że mogę jeszcze wiele pożytecznego zrobić w moim życiu, l wcale się nie miotam. Dopóki można coś zmienić, warto jest próbować. Czuję się lepiej, gdy wiem, że zamiast uczestniczyć w tej egzekucji, próbuję jej zapobiec.
12.Co sądzicie o kondycji polskich zine’ów?
B: Ostatnio miałem trochę mało zinów przed oczami, natomiast te które czytałem oceniam raczej dobrze - przede wszystkim poprawia się ich jakość. Zinów , które mnie ciekawią jest mało. Mam przesyt tematów, które są w nich wałkowane; artykuły o podobnej tematyce albo dziesięć takich samych schematycznych wywiadów z popularnymi zespołami. Co mnie denerwuje w zinach to, że stanowią wylęgarnie plotek, konfliktów personalnych, opluwania się nawzajem, wyzwisk i tym podobnej dziecinady, ale całe szczęście są to sprawy marginalne, więc nie ma co histeryzować. Ogólnie jest dobrze.
W: Ja natomiast będę bardzo okrutny, lecz szczery (to najważniejsze - przyp. red.) - ów poziom jest wg mnie mierny. Może dlatego, że wiekiem i „stażem scenicznym” jestem starszy od przeciętnego czytelnika i zapewne większości autorów tych zine’ów; może dzięki temu, że mam dostęp do interesujących pism zagranicznych, w każdym razie polskie zine’y bardzo rzadko budzą we mnie pozytywne reakcje. Z tego co widziałem przez ostatnie , kilkanaście miesięcy, najlepsze wrażenie zrobiły na mnie "Malarie" i "Chaos w mojej l głowie", dobry jest też "Liberation"; czytam też i niuslettery w rodzaju "Against!" czy "Niezależny Liść". Chętniej niż po zine'y punkowe sięgam po gazetki takie jak "A-tak", "Inny Świat" czy pisma warszawskich anarchistów (vide „Parada Krytyczna”). A co do zine’ów to brak mi w Polsce takich, które potrafiłyby połączyć otwartość na różnorodną muzykę z konsekwentnym i (było, nie było) radykalnym podejściem do spraw światopoglądowych i jeszcze dodać do tego interesującą publicystykę, kolumny itp. Dlatego, jeśli znacie angielski - starajcie się czytywać „Heartattack”, „Inside Front” (to zine robiony m.in. przez kolesi z amerykańskiej kapeli Catharsis - polecam go szczególnie mocno), „No Barcodes Necessary”, „Tilt” (jeśli jeszcze kiedyś wyjdzie) i wiele innych. Część z nich dostępna jest i u nas, a nawet jeśli ceną przewyższa trochę rodzime produkcje - lepiej kupić jedną wartościową rzecz, po której coś w głowie zostanie, niż trzy szmatławce, które zostawią w tych głowach jedynie ból.
13.Teraz małe pytanie do Tomka: co tam aktualnie słychać w ENOUGH!?
T: ENOUGH! obecnie zawiesiło działalność. Po ostatniej trasie, z zespołu zostałem ja i Michał, reszta kapeli niestety zawiesiła swoją sceniczną działalność. Nie było chyba sensu miotać się we dwójkę, dobrze się stało, że obecnie gramy w F.O.M. W dalszym ciągu robię to, co lubię. Granie w dwóch zespołach nie jest najlepszym pomysłem, brakuje sił i czasu, więc lepiej skupić się na jednym i robić to porządnie, i
14.To już tyle. Dzięxy za wywiad. Słowo dla Was na koniec...
B: Przede wszystkim pozdrowienia dla Ciebie i dzięki za zainteresowanie. Poza tym, tych ! którzy chcieliby wziąć nas na spytki, prosimy o pytania. Na koniec pozdrowienia dla wszystkich znajomych, a szczególnie dla hc punx 3m crew! PUNK& FRIENDSHIP!!!
W: Jeśli chcecie nabyć nasz singiel - ślijcie 10 zł + kasa na paczkę; poza tym w marcu powinniśmy nagrać materiał na dużą płytę/kasetę. GO VEGAN & PUNK FOREYER!
|