LIBERATION NR 8, LISTOPAD 2001:
Filth Of Mankind – kapela, którą cenię za prawdziwą pasję fotografowania kondycji współczesnego człowieka. Pozwolę sobie zacytować słowa Wolfa: „kapitalny konglomerat muzyki i tekstów (...) znakomicie oddający ciemne strony naszej niewolniczej egzystencji”. Tak, to F.O.M. Dopóki są tacy ludzie, dopóki jest taka muzyka, jest promyk światła - Unkas
1.Wiem, że ta nazwa pada dość często, ale co takiego szczególnego pociągnęło Was w grupie Amebix?
B: Istotnie, ta nazwa przewinęła się chyba w każdym naszym wywiadzie, bo zespół ten miał na nas duży wpływ i był jednym ze źródeł inspiracji, natomiast muzycznie F.O.M. znacznie odbiega od Amebix’a i na pewno nie gramy takiej samej muzyki. Dla przeciwwagi dodam, że niektórym osobom nasze kawałki kojarzą się z Bolt Thrower, co dla mnie nie jest zrozumiałe ani trochę, bo z tego zespołu akurat nie zżynaliśmy (śmiech). Amebix pociągnął mnie do siebie połączeniem klimatu, energii, przekazu. Niewiele też wg mnie było zespołów, które potrafiły zagrać w miarę prosto i zarazem genialnie i jeszcze nagrać świetne płyty, a za takie uznaję „Arise” i „Monolith”.
W: Dla mnie to temat na dłuższą opowieść. Gdy pierwszy raz usłyszałem Amebix (nagrał mi go autor łódzkiego zine’a „Ferment”, który jakiś czas później założył - wraz z obecnymi członkami Disable, Jude i Lost - pewną znaną i lubianą kapelę, a obecnie jest kiepskim D.J.em), zespół ten spodobał mi się, ale nie uznałem go za nic szczególnego. Miałem wówczas jakieś 17 lat, uczyłem się w ogólniaku, mieszkałem z rodzicami - słowem wiodłem żywot raczej beztroski. Minęły 2-3 lata, moje życie trochę się skomplikowało, a dźwięki „Monolith” towarzyszyć zaczęły mi coraz częściej. W dalszym jednak ciągu nie znałem innych płyt. Minął jeszcze kawałek czasu, życie popierdoliło mi się jeszcze bardziej i gdzieś u kogoś usłyszałem „Arise”. Czym prędzej przegrałem sobie to i inne wydawnictwa, załatwiłem sobie kserówki z tekstami, a dźwięki „Drink And Be Merry”, „The Darkest Hour” czy „Coming Home” stały się nieodłącznymi towarzyszami moich bezsennych nocy czy spacerów w deszczu. Z początku odbierałem je jako jednoznacznie dołujące, po jakimś czasie odkryłem jednak, że po takim intensywnym dole następuje oczyszczenie i ogarnia mnie spokój. Zwróciłem też uwagę, że te - ukazujące nierzadko przejebane sytuacje - teksty zawierają w gruncie rzeczy pozytywny, dodający otuchy przekaz (znakomicie widoczny chociażby w tych wymienionych przed chwilą kawałkach). Tak więc dla mnie Amebix to kapitalny konglomerat muzyki i tekstów z jednej strony znakomicie oddający ciemne strony naszej niewolniczej egzystencji, z drugiej - dodający energii i motywacji do zerwania pęt.
2.Przedstawcie się krótko czytelnikom Liberation:
B: F.O.M. to pięciu gości podobnie widzących świat i dostrzegających podobne problemy. Sporo nas łączy, trochę nas dzieli i to chyba tyle w kwestii przedstawiania się.
W: To może ja to rozwinę. Poczynając od września’96 zagraliśmy przeszło 50 koncertów, w tym dużą część zagranicą, nasze dotychczasowe wydawnictwa to winylowa Epka z czterema utworami, zatytułowana „Czas końca wieku” oraz najnowszy materiał „The Final Chapter” wydany na kasecie, a wkrótce również na innych nośnikach - LP i CD. Obecnie gramy we czterech: Tomek - wok., git., Michał - bas, Balon - perk. i ja, Wolf - git. Niedawno opuścił nas Miłosz, gitarzysta od samego początku mający znaczny wpływ na to, co gramy. Niestety wyemigrował do Stanów, przypuszczalnie na stałe. Cały czas utrzymujemy kontakt listowy i telefoniczny, a jeśli kiedyś wróci - miejsce w zespole zawsze na niego czeka.
Każdy z nas jest inny, mamy różne poglądy, różne sposoby na życie. Uczymy się, pracujemy, opierdalamy, kombinujemy, żyjemy, wegetujemy, tworzymy, niszczymy, kochamy, nienawidzimy, bawimy, cierpimy - każdy na swój sposób, choć często podobnie.
3.Grupy takie jak Wasza mają ulubione słowo, którym się zajmują: „ludzkość”. Dlaczego?
W: Bo właśnie ludzkość ma największy wpływ na losy tej planety, a my - chcąc, nie chcąc - jesteśmy przedstawicielami tego gatunku i przeraża nas kierunek, w którym on zmierza.
B: Nie wiem co masz na myśli mówiąc „grupy takie jak Wasza” - czy to, że gramy ciężką muzykę, czy to, że gramy szybko? Nie lubię jak ktoś wrzuca wszystko do jednego wora. „Ludzkość” nie jest moim ulubionym słowem, a to, że poruszamy m.in. ten temat jest wynikiem tego, że widzimy problemy i zagrożenia z niego płynące.
4.Wasze prognozy na XXI wiek.
W: Konsekwentny i coraz szybszy bieg ku przepaści. Zresztą nawet mainstream’owe media podają np., że temperatura Ziemi wzrośnie w najbliższym stuleciu o 6°, co spowoduje z jednej strony powodzie (tu, po sąsiedzku zalać ma nam Żuławy Wiślane), a z drugiej - susze. Poza skutkami ekologicznymi nietrudno więc przewidzieć znaczny wzrost cen żywności, czemu sprzyjała też będzie - postępująca wraz z procesem globalizacji - koncentracja kapitału. Stąd oczywiście coraz większa przepaść dzieląca standard życia ludzi ubogich od nielicznych - i coraz mniej licznych - bogatych... Można by tak snuć jeszcze przeróżne wizje, ale po co? Każdy sam widzi otaczający go świat i sam podejmuje decyzje czy i co chce robić.
B: Wydaje mi się, że XXI wiek jeszcze bardziej uwidoczni i pogłębi skrajności, tak jak śpiewamy w jednym z naszych kawałków: „nędza z bogactwem, szczęście z cierpieniem, a nade wszystko mądrość z głupotą...” niezbyt zachęcające.
5.Świat jest takim, jakim się chce go widzieć - może Wy chcecie go widzieć akurat takim?
B: Wbrew Twojej sugestii widzę świat w pełnej gamie barw, nie tylko na czarno-biało, potrafię dostrzegać także rzeczy, które nadają sens życiu, jego plusy i pozytywy. Widzenie świata tylko w różowych kolorach jest bardzo wygodne, ale zbyt proste.
W: Prawdę mówiąc wolałbym widzieć świat jako Eden kwitnący w szczęściu i harmonii, ale wyjrzyj za okno i sam sobie odpowiedz co widzisz.
6.Z muzyką jest trochę jak z fotografowaniem, nie zawsze uda się oddać w pełni rzeczywistość...
W: To akurat prawda i wcale nie mamy takich ambicji, nikt z nas nie twierdzi, że rzeczywistość pozbawiona jest jakichkolwiek pozytywnych elementów. Przedstawiamy po prostu jakiś jej wycinek, ten akurat, który nas dręczy rodząc potrzebę odreagowania, a tę rolę znakomicie spełnia nasza twórczość. Jednocześnie natomiast staramy się chwytać szczęście garściami, jako że nasze dni są przecież policzone.
B: To zależy od fotografa, ja natomiast staram się być uważnym obserwatorem ludzi i wszystkiego, co mnie otacza i w miarę wiarygodnie przekazać to poprzez tekst i muzykę.
7.Przedstawiciele Kościoła zarzucają agresywnej muzyce zatruwanie umysłu i serca młodym ludziom. Co im odpowiecie?
W: Nic. Ponieważ jednak nie oni (chociaż kto wie?!), tylko ci młodzi ludzie ów wywiad przeczytają, wyjaśnię, iż zatruwanie serc i umysłów to właśnie domena Kościoła. Wmawianie nam poczucia winy z powodu „grzechów” takich jak wiara we własny rozum, nieposłuszeństwo wobec narzuconych dogmatów, nieskrępowane czerpanie przyjemności z własnej seksualności, a niekiedy nawet poszanowanie odmiennych poglądów, kultur, religii - czymże to jest jeśli nie jadem trującym umysły (niestety nie tylko młodych ludzi)? Zresztą „poznasz go po owocach pracy jego” - krzyżem i mieczem szerzona chrystianizacja pierwotnych, jakże bliższych naturze ludów, palenie świątyń, wojny krzyżowe, podbój i zagłada rdzennych kultur, stosy Inkwizycji, współpraca z hitlerowcami, szerzenie antysemityzmu, mizoginizmu, homofobii i zabobonu - oto zaledwie wycinek z bilansu dwóch tysięcy lat działania tej „szacownej” instytucji. Jedynym powodem wspomnianych przez Ciebie oskarżeń jest to, że owi młodzi ludzie, grający agresywną muzykę -że zacytuję pewien black metalowy zespół- „nie herezją, tylko prawdą plują w krzyż”
B: Kościół te umysły i serca już dawno zatruł i zniewolił, był szybszy (śmiech)
W: I teraz boi się konkurencji (śmiech)
8.Ktoś słuchając Waszej muzyki może powiedzieć: przecież dokładnie te same obrazy mam w telewizji...
B: Być może, tyle że sposób przekazywania treści przez telewizję opiera się na żądzy sensacji, dzienniki przypominają filmy gangsterskie, ogromne stacje telewizyjne przeprowadzają relacje na żywo z nalotów NATO z przerwą na reklamę - dzisiaj śmierć, krew, cierpienie są chodliwym towarem, na którym telewizja może zbijać swój „kapitał” oglądalności.
W: A ja ciekaw jestem, jaka to stacja telewizyjna mówi (w przerwie między reklamami?), że cały ten konsumpcjonizm (który sama zresztą nakręca) to opętańczy pęd ku samozagładzie, że praca najemna to czyste niewolnictwo, a policjanci to brutalni skurwiele, stanowiący nierzadko większe zagrożenie niż ci, przed którymi mają nas rzekomo chronić?
9.Świat to ptaki, niebo, woda, cisza i ktoś to wszystko psuje: człowiek...
B: ...i człowiek sprawił, że świat to coraz częściej tylko beton i stal, powietrze jak trucizna, industrialny chaos w imię postępu.
W: Ja odpowiem fragmentem naszego tekstu:
„... niespokojna przyroda przeczuwa co się wydarzy.
Tylko ten stworzony na obraz i podobieństwo Boga
Nadal nie rozumie co spowodował.
Zaślepiony, w poczuciu własnej wszechmocy
Uznał się za władcę, nie ucznia Natury,
Postanowił narzucić jej własne prawa
I po swój kres będzie pewien, że to mu się uda.
Do końca będzie wierzył w swoją potęgę
Nie wiedząc, że to już zamknięty rozdział.”
10.Z Waszej muzyki wyłania się bohater: jaki on jest?
W: Nie zawsze jest to ta sama osoba - np. w „Obłędnej Rzeczywistości” śpiewamy o środowisku punk, o wielu spośród naszych przyjaciół, znajomych, a po części i o nas samych. Jednak bohater przeważającej części naszych tekstów kumuluje w sobie większość wad charakteryzujących dzisiejszego człowieka, ze szczególnym akcentem na głupotę: konsumpcjonizm, pęd ku karierze i mamonie, ślepa wiara w postęp, seksizm, rasizm, homofobia i absolutna destrukcyjność. Można by tak opisywać go jeszcze długo, ale nasze teksty nie są tak „poetyckie” by je komukolwiek trzeba było tłumaczyć. Ten bohater (rzecz jasna - negatywny, czyli raczej antybohater) to rak na skórze Ziemi.
B: Według mnie nasza muzyka nie ma na celu tworzyć bohatera.
11.Tworząc taką formę muzyczno-tekstową wyrywa się z siebie ości - w jakim celu: ulżyć sobie, czy sprawić dodatkowy ból?
W: I jedno i drugie. Jest to swego rodzaju catharsis - spiętrzenie bólu (zwłaszcza podczas samego tworzenia) w celu rozładowania go i ulżenia sobie, w ten sam sposób, w jaki osiąga się ukojenie po długim, intensywnym, płaczu.
B: Granie muzyki i pisanie tekstów uwalnia od negatywnych emocji, sprawia, że syf nas otaczający staje się mniej przygnębiający. To catharsis, które nie pozwala zwariować.
12.Od czego Waszym zdaniem zaczyna się upadek człowieka?
B: Trudne pytanie. Ciężko jest wyznaczyć granicę, po przekroczeniu której można powiedzieć, że ten moment oznacza upadek człowieka, myślę, że to długotrwały proces, który rozpoczął się dawno temu, a dzisiaj procentuje globalną destrukcją, samozniszczeniem, do którego tak usilnie dążymy. Eksploatacja i dążenie do zysku bez względu na konsekwencje - oto droga do upadku. Człowiek chce być Bogiem, a będzie jedynie jedną z ofiar.
W: Znowu mógłbym odwołać się do pyt.9 - od chwili gdy człowiek zdecydował się postawić się ponad prawami Natury, którą od tego momentu stara się sobie podporządkować, bezrefleksyjnie ją eksploatując, jakby nie był świadom, że sam na tej planecie (ani na żadnej innej) nie przetrwa. W tym miejscu chciałbym zarekomendować znakomitą, dotyczącą właśnie tej tematyki, książkę Daniela Quinna zatytułowaną „Izmael”. Ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Rebis i można ją znależć w księgarniach raczej bez trudu.
13.Z czym kojarzy Wam się tłum?
W: Z zaprzeczeniem indywidualności. Tłum to nie tyle zbiór jednostek, co bezwolna, plastyczna masa, nad którą znacznie łatwiej zapanować, niż nad podobną ilością świadomych jednostek. Znakomitym sposobem na zapewnienie sobie wpływu na ludzi jest wyrobienie w nich przekonania o istnieniu tzw. „normalności”. Inżynierowie społeczni propagują ów mit za pośrednictwem mediów, tak by ich odbiorca, przeświadczony o tym, że pewne zachowania są, a inne nie są „normalne”, reagował tak jak się od niego oczekuje. Mechanizm ten jest doskonale widoczny na przykładzie przemysłu reklamowego - ile bzdur jesteśmy w stanie kupić (lub - jeśli nas na nie nie stać - przynajmniej odczuwać ich brak), bo komuś udało się wmówić nam, iż jest to do czegokolwiek potrzebne i „każdy” to ma?
B: Dla mnie tłum to anonimowa, bezmyślna, plastyczna masa, którą można urabiać wedle woli i potrzeb. Niespecjalnie widzę w nim miejsce dla siebie.
14.Staracie się przeżyć - to Wasze słowa, a nie można po prostu żyć?
B: To zależy od tego co będziesz rozumiał mówiąc żyć - jeżeli życiem nazwiesz bezmyślną i bezwolną wegetację, to ja będę się starał przeżyć każdy kolejny dzień na własnych zasadach.
W: Są to w zasadzie moje słowa i znaczą właściwie tyle samo co „staramy się żyć”: przeżyć w sensie przetrwać żyjąc, a nie tylko przetrwać, wegetować. Czemu natomiast tylko się o to staramy? Bo żyć pełnią życia, przynajmniej tak jak ja to rozumiem, nie jest łatwo. Nie jest dla mnie życiem osiem godzin pracy najemnej i obiad nad gazetą, a niedziela w kościele i/lub hipermarkecie. Z kolei świadome odrzucenie tego kieratu nieraz budzi niepokój o środki na zaspokojenie choćby podstawowych potrzeb, nie mówiąc już o nachodzących mnie czasem obawach typu: a co będzie na starość? Poza tym, kiedy pisałem te słowa - a było to już ładnych parę lat temu - dość poważnie zastanawiałem się czy w ogóle warto żyć, był to okres zwątpienia w wiele podstawowych dla mnie spraw. Wtedy to zresztą szczególnie uwydatnił się terapeutyczny wymiar tego co robię w F.O.M.
15.Neda Kovinić, jugosłowiańska artystka tak mówi o życiu: „kolejny dzień podróży przez strach” - może użylibyście tych słów jako motta?
B: W tych słowach jest dużo prawdy, bo żyjemy w czasach, w których niczego nie można być pewnym; obawa i niepewność jutra ten strach potęguje.
W: Ja z kolei sądzę, że słowa te pasują do sytuacji panującej w kraju pani Kovinić, w mniejszym natomiast stopniu do nas. Oczywiście nam również uczucie strachu nie jest obce, nie jest to jednak realny strach o tak zasadnicze sprawy jak przetrwanie kolejnej doby, toteż wydaje mi się, że dla nas bardziej adekwatne byłyby słowa „kolejny dzień podróży przez ból”. Jest to dość trafne sformułowanie, więc przypuszczalnie niebawem je wykorzystam. Zatem dzięki za podpowiedź.
16.Dobry wywiad powinien być jak tor przeszkód - co o tym sądzicie?
W: Święte słowa. Nie trawię (obojętne - czytać czy na nie odpowiadać) wywiadów z wiecznie identycznymi, nudnymi pytaniami. Dobrze jest gdy zamiast machinalnie odpowiadać, muszę trochę pomyśleć, szczególnie gdy pytanie stawia przede mną problem (lub taki jego aspekt), nad którym się dotąd nie zastanawiałem (oczywiście o ile nie są to jakieś wyssane z palca, pozbawione związku z życiem zagadnienia, nie mające na celu nic prócz udowodnienia nieszablonowości wywiadu). Jeśli zadałeś to pytanie by usłyszeć pochwałę za niniejszy zestawik, to cel osiągnąłeś - przeszkody były atrakcyjne i pokonywałem je z przyjemnością (a na ile skutecznie, to już inni ocenią).
B: Dobry wywiad powinien przede wszystkim dać coś czytelnikowi, spowodować to, że choć przez chwilę się zastanowi nad tym co przeczytał, skłoni do refleksji i wyciągnięcia wniosków. Dla zespołu wywiad powinien być kolejną drogą i możliwością komunikacji z ludźmi, a nie kreowaniem samych siebie. To chyba powinno być w wywiadach najważniejsze.
17.Serdecznie dziękuję - możecie jeszcze coś dodać:
B: My też dziękujemy za zainteresowanie. Ze swojej strony chciałbym dodać, że „Liberation” to jak dla mnie jeden z lepszych zinów w tym kraju i choć sporo rzeczy momentami mnie wkurwiało i przedstawiało poziom przedszkolnych potyczek, to sporo rzeczy było ciekawych i mam nadzieję, że zin będzie się rozwijał.
Na koniec nasze warunki koncertowe: wegańsko/ wegetariańskie żarcie, picie, zwrot kosztów podróży plus 100zł, dobre nagłośnienie, ewentualny nocleg, poza tym gramy dla tych, którzy na koncerty chodzą słuchać zespołów, a nie po to by się napierdalać.
W: Bardzo dziękuję za wywiad. Ja także życzę Wam dalszego rozwoju pisma, a przede wszystkim trzymania się raz osiągniętego poziomu. Przyznam bowiem, że po bardzo dobrym mym zdaniem numerze 5, z przykrością zobaczyłem, iż „szóstka” to ogromny krok w tył - mam nadzieję, że to tylko wypadek przy pracy i kolejne numery pozbawione już będą wątpliwej jakości „żartów” śmieszących chyba tylko wąskie grono Waszych znajomych.
Hardcore punk często wkurwia, załamuje i śmierdzi gównem, ale wszystko inne wkurwia, załamuje i śmierdzi po stokroć silniej, toteż zamiast rezygnować, lepiej działajcie konstruktywnie, nie oddając go w ręce tych, dla których hardcore to Victory, a punk to chuj wie który raz reaktywowany Sedes.
Buźka dla wszystkich przyjaciół. See you in hell!!!
|